środa, 22 sierpień 2018

Aktualne problemy w rolnictwie

Wyjazdowe posiedzenie Gabinetu Cieni Platformy Obywatelskiej, Ciechanowiec, województwo podlaskie 22 sierpnia 2018 r.

Na wyjazdowym posiedzeniu Gabinetu Cieni Platformy Obywatelskiej, które odbyło się  w Ciechanowcu omówione zostały aktualne problemy w rolnictwie.
Wszystko wskazuje na to, że po prawie 3 latach rządzenia PiS wyczerpał limit szczęścia, jeśli chodzi o sytuację w polskim rolnictwie. Od jesieni 2015 r., problemy na wsi tylko narastają.  Dzieje się tak, z jednej strony ze względów obiektywnych (klęski żywiołowe), z drugiej zaś, jak w przypadku epidemii ASF, problemy polskich rolników są konsekwencją zaniechań rządzących i niekompetentnej upartyjnionej administracji. Niezadowolenie na wsi, potwierdzone badaniami oraz aktywna postawa opozycji (m.in. złożenie wniosku o wyrażenie wotum nieufności wobec Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Krzysztofa Jurgiela w dniu 7 czerwca br.) doprowadziły do zmiany na stanowisku szefa resortu rolnictwa. Od 20 czerwca br. na czele ministerstwa stoi Jan Krzysztof Ardanowski. Wbrew szumnym zapowiedziom jest to tylko i wyłącznie zmiana PR-ska i w żadnym przypadku nie spowoduje szybkiej poprawy sytuacji w rolnictwie. Wręcz przeciwnie, obecnie mamy do czynienia z kolejną wymianą kadrową w instytucjach nadzorowanych przez ministerstwa rolnictwa,  którym podlega łącznie 28 tysięcy stanowisk. To powoduje chaos, brak szybkich decyzji i dezorganizację pracy we wszystkich jednostkach związanych z rolnictwem.

Najgorsza susza od 20 lat
Jak wynika z danych Instytutu Upraw, Nawożenia i Gleboznawstwa (IUNG) tegoroczna susza rolnicza obejmuje niemal 83% gmin (ok. 2000 gmin wiejskich) na powierzchni 63% wszystkich gruntów ornych (czyli ok. 6 mln ha). Z punktu widzenia strat obecna susza jest gorsza od tej z 2006 i 2015 r. Już w czerwcu Premier Morawiecki określił obecną suszę jako ekstremalną, a nowy minister rolnictwa obiecał „ponadstandardową” pomoc dla rolników dotkniętych skutkami kataklizmu.

Na tegorocznej suszy stracą przede wszystkim:
Po pierwsze rolnicy, bo będą mieli mniejsze zbiory (jak podaje GUS zbiory zbóż podstawowych mają być ok. 14% niższe niż w 2017 r.; produkcja warzyw i owoców zmniejszy się o 8%).
Po wtóre przetwórcy, bo na rynku już jest mniej dobrego krajowego surowca. Od maja giełdowa cena pszenicy wzrosła o 200 zł.

Po trzecie konsumenci, bo już wzrosły ceny owoców, warzyw i nabiału. Zbiory zbóż jarych, warzyw i owoców miękkich, w województwach najbardziej dotkniętych suszą, są nawet
o połowę niższe niż w 2017 roku. (Rolnicy zrzeszeni w NSZZ „Solidarni” straszą gigantycznymi podwyżkami cen żywności).

Nie czekając na zakończenie prac komisji szacujących straty, 31 lipca br. rząd
w pośpiechu ogłosił, że przeznaczy 799,5 mln zł na realizację pomocy poszkodowanym suszą, w tym 697 mln zł na dopłaty do hektara zniszczonych upraw
. Po niespełna trzech tygodniach, 17 sierpnia br. resort rolnictwa podał, że susza dotknęła prawie 150 tysięcy gospodarstw i 2,5 mln ha (w tym ponad 200 tys. ha stanowią grunty, gdzie szkody wyniosły co najmniej 70%). Subiektywnie oszacowano straty na poziomie 2 miliardów 15 milionów złotych. Tymczasem na 2089 komisji protokoły oddało tylko niewiele ponad 10%. A to oznacza, że prawdziwy bilans tegorocznej suszy ciągle przed nami.
Nawet jeżeli pomoc dotyczyłaby jedynie 2,5 mln ha, średnia pomoc na hektar wyniosłaby mniej niż 200 zł, ponieważ ponad 200 mln zł pochłoną same dopłaty dla tych rolników, których szkody wyniosły co najmniej 70% (tym będzie przysługiwało, zgodnie z zapowiedzią rządu 1000 zł od hektara). A gdzie „godna” pomoc dla pozostałych 3,5 milionów hektarów?
PiS znów oszukuje rolników, tak jak to było po ubiegłorocznych klęskach. Rząd nie przedstawił żadnych ponadstandardowych działań pomocowych, które obiecywał nowy szef resortu rolnictwa. Minister Ardanowski 17 lipca br. w wywiadzie dla Rzeczpospolitej z rozbrajającą szczerością przyznał: „Korzystamy z narzędzi wypracowanych przez rząd Pani Kopacz w 2015 r.” (Umorzenia składek KRUS, ulgi w czynszu dzierżawnym i podatku rolnym, kredyty preferencyjne, dopłaty do kredytów, wcześniejsza wypłata dopłat bezpośrednich – to wszystko wprowadził Rząd PO-PSL w 2015 r.) Z uzasadnienia do lipcowego projektu rozporządzenia Rady Ministrów wynika, że pomoc suszową ma szansę otrzymać jedynie 15% poszkodowanych. Natomiast tzw. środki „od hektara” w pełnej wysokości dostaną tylko te gospodarstwa, gdzie szkody obejmują co najmniej 70% danej uprawy i gdzie ubezpieczonych jest co najmniej 50% upraw.Kwota pomocy będzie obniżana o połowę, jeżeli w dniu wystąpienia szkody przynajmniej połowa użytków rolnych danego gospodarstwa, z wyłączeniem łąk i pastwisk, nie była ubezpieczona, chociażby od jednego ryzyka. Co na to Premier Morawiecki (?), który mówił publicznie w czerwcu: Na pewno nie powiemy rolnikom, że trzeba się ubezpieczyć.

W projektowanym rozporządzeniu brak jest propozycji stawek pomocy dla poszkodowanych rolników na straty od 30% do 70% (choć w przypadku pomocy dla hodowców ryb zaproponowano tak jak w 2015 r. stawkę 300 zł/ha stawu). Jak na razie nie podano też terminu naboru wniosków o pomoc. Rolnicy poszkodowani przez tegoroczną suszę nadal nie widzą na jaką pomoc mogą liczyć i kiedy. Wszystko to oznacza, że rząd nie ma pieniędzy dla poszkodowanych rolników. Pomoc jest na papierze, nieadekwatna do ogromu tegorocznej klęski suszy.
PiS nie ma pieniędzy dla rolników, którzy ucierpieli wskutek suszy. Natomiast w 2017 r. na nagrody w instytucjach podległych ministrowi rolnictwa i rozwoju wsi wydano 170 mln zł, to jest więcej niż rząd PiS wydał w tym samym roku na dopłaty do kredytów klęskowych i walkę z wirusem ASF łącznie. Sam odwołany minister Krzysztof Jurgiel otrzymał 65 tys. zł a jego 5 ówczesnych zastępców po 54 tys. zł. nagród. Szefom agencji rolnych i KRUS w ciągu 2 lat podniesiono pensje o ¼.

"Demolka totalna, pomoc wątła. Tak można ocenić obecny stan walki z klęską suszy". I dalej cyt.:" nie ma polityki rolnej, która m.in. uwzględniałaby wsparcie w czasie pogodowych katastrof, a mianowicie w której stosowane byłyby mechanizmy wsparcia. Chodzi także o kwestię bilansów wodnych, zatrzymania wody". Cytat pochodzi z wystąpienia posła Krzysztofa Jurgiela podczas debaty sejmowej - 99 posiedzenie Sejmu z 9 września 2015 r. I doskonale oddaje stan walki rządu PiS z suszą, ale w 2018 r.

PiS chociaż rządzi prawie od 3 lat nadal nie stworzył obiecanego odtwarzalnego Funduszu Odszkodowawczego, którego tak usilnie dopominali się posłowie PiS w 2015 r.,
a którego projekt złożył Lech Kaczyński w 2008 r.Brak polityki rolnej rządu PiS odnośnie klęsk żywiołowych oraz ASF jest powodem obecnego bankructwa polskiej wsi i rolnictwa.

Uwaga:
W 2015 r. na tzw. dopłaty „od hektara” rząd PO-PSL przeznaczył 450 mln zł. Wtedy ucierpiało 1,8 mln ha upraw. Co oznacza, że średnio na 1 ha przypadało 250 zł. Gdyby na tym poziomie udzielono pomocy wszystkim poszkodowanym tegoroczną suszą, co obiecywał w lipcu br. podczas wyborczych wieców w stodole i na ściernisku Premier Morawiecki i Minister Ardanowski, to rząd PiS powinien przeznaczyć w tym roku, tylko na dopłaty „od  hektara” (bez odszkodowań dla rolników gdzie straty w uprawach wyniosły  70%)  sumy liczone w miliardach.

Wybuch epidemii ASF – efekt zaniechań PiS
Wirus ASF jest obecnie uznawany za najgroźniejszą chorobę świń na świecie. Zgodnie z obowiązującymi regulacjami prawnymi, choroba ta podlega obowiązkowemu zwalczaniu z urzędu. Dlatego społeczeństwo ma prawo oczekiwać od rządu skutecznej walki z tą chorobą oraz ma prawo się domagać kompletnych i prawdziwych informacji na jej temat.

W Polsce szaleje epidemia wirusa Afrykańskiego Pomoru Świń (ASF). W latach 2014 – 2015 odnotowano w naszym kraju w sumie 3 ogniska ASF u świń oraz 38 przypadków ASF u dzików. Obecnie (dane na 9 sierpnia br.) mamy już 190 ognisk afrykańskiego pomoru świń w gospodarstwach, natomiast jeśli chodzi o ASF u dzików to odnotowano już ponad 2650 przypadków. O ile rok temu zachorowania w gospodarstwach dotyczyły małych przydomowych hodowli (kilka sztuk), o tyle obecnie coraz częściej zdarzają się przypadki wirusa u producentów świń (kilkaset a nawet kilka tysięcy świń w jednym ognisku).

W kwestii szerzenia się wirusa ASF, Polska jest liderem w Unii Europejskiej. Wirus szerzy się w tempie geometrycznym i  prze na zachód, co odczujemy jesienią, wraz z migracją dzików.  Dzisiaj tym śmiertelnym wirusem zagrożone jest największe zagłębie hodowli trzody chlewnej w Polsce, czyli województwa: łódzkie, kujawsko-pomorskie i Wielkopolska. Na tym obszarze mamy prawie 60% całego pogłowia świń w Polsce, czyli ok. 6 milionów sztuk.

Tymczasem PiS zamiast walczyć z ASF prowadzi kampanię wyborczą i przygotował groźne dla konsumentów i rozprzestrzeniania się wirusa ASF przepisy (nowelizacja „spec ustawy o ASF” z września 2016 r.) Najpierw był pomysł absurdalnego płotu za setki milionów złotych, a teraz żeby udobruchać rolników, którzy grożą protestami, PiS proponuje, aby mięso ze stref zapowietrzonych było traktowane jak każde inne. Nowelizacja ustawy może się przyczynić to roznoszenia wirusa ASF. Do teraz mieliśmy tylko trefne konserwy, teraz dotyczyć to będzie całego wieprzowego asortymentu.
Od marca br. 220 tys. gospodarstw hodujących 11 milionów świń (dane rządowe) musi stosować restrykcyjne zasady hodowli, zwane bioasekuracją. W praktyce każde gospodarstwo, gdzie jest chociażby jedna świnia powinno spełnić dziesiątki nakazów i zakazów. Musi przystosować budynki i przestrzegać restrykcyjnych procedur hodowlanych w tym związanych z higieną. Skutek jest taki, że z uwagi na brak jakiejkolwiek pomocy państwa w kwestii bioasekuracji przez dwa i pół roku rolnicy z północnej i wschodniej Polski zlikwidowali tysiące przyzagrodowych hodowli. Zresztą zachęca ich do tego obecny szef resortu rolnictwa: „Jeżeli rolnik nie jest w stanie zastosować bioasekuracji, niech zrezygnuje z hodowli trzody i zajmie się czymś innym”,powiedział 2.08.2018 r. Jan Krzysztof Ardanowski w wywiadzie dla farmer.pl.

Dopiero 7 sierpnia br. weszło wżycie rozporządzenie Rady Ministrów (PiS zapowiadał te rozwiązania od lutego br.), które gwarantuje małym producentom (do 50 sztuk) zwrot kosztów za bioasekurację w 2018 r. do 75%, a w 2019 do 50%. Niestety dla wielu gospodarstw jest już za późno, poza tym rząd nie prowadził dotąd żadnej akcji informacyjnej w tej sprawie. Pierwotnie mechanizmy pomocy (głównie oparte na preferencyjnych kredytach) przewidziane w tym rozporządzeniu, które zapowiadano od lutego br., miały wesprzeć rolników poszkodowanych przez huragany i deszcze nawalne w 2017 r.(!), ale tak długo trwał proces uchwalania przepisów, że rząd „zdążył” po roku od wystąpienia klęsk, dopisać do programu pomoc na bioasekurację.

Można odnieść wrażenie, że po cichu PiS liczy na to, że rolnicy bojąc się wydatków, permanentnych kontroli powiatowych lekarzy weterynarii, pozbawieni pomocy ze strony państwa, w większości sami podejmą decyzję o likwidacji przydomowej hodowli na własne potrzeby. I rzeczywiście tak się dzieje.  
Naukowcy, weterynarze, producenci i przetwórcy wieprzowiny od dawna uważają, że obecny brak realnych działań ze strony rządu, doprowadzi do całkowitej likwidacji przydomowej hodowli świń w Polsce, upadku małych gospodarstw, utraty uprawnień eksportowych przez nasz kraj, a w końcu do upadku na wiele lat całego rynku wieprzowiny
w Polsce wartego 18 miliardów złotych.

Ze źródeł rządowych wynika, że w latach 2015-2017 na działania związane ze zwalczaniem ASF wydatkowano 90 mln zł i dodatkowo 5,0 mln zł na odszkodowania oraz 5,5 mln zł na bioasekurację. To jest prawie 2-krotnie mniej niż na wspomniane nagrody tylko w jednym 2017 r. PiS i podległe mu instytucje nawet nie potrafią wydawać pieniędzy na zwalczanie ASF, które zostały wyasygnowane z budżetu krajowego i częściowo zapewnione przez Brukselę.
Już w lutym Platforma Obywatelska wzywała Premiera Mateusza Morawieckiego do natychmiastowych działań w walce z ASF: wsparcia Inspekcji Weterynaryjnej (która natychmiast potrzebuje co najmniej 500 etatów, bo nie ma kto kontrolować gospodarstw); utworzenia Narodowego Programu Walki z wirusem ASF; utworzenia Specjalnego Funduszu dla poszkodowanych przez wirus ASF; uruchomienia ogólnopolskiej kampanii informacyjnej skierowanej do rolników, myśliwych oraz ogółu społeczeństwa nt. ASF, przy wykorzystaniu prasy, radia, telewizji, Internetu w tym mediów społecznościowych oraz specjalnej infolinii. 

W związku z nieudolnością rządu PiS w walce z wirusem ASF, 18 maja br. Platforma Obywatelska wystąpiła o powołanie Sejmowej Komisji do spraw Monitorowania Walki z Wirusem ASF na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Niestety stosowna uchwała utknęła w PiS-owskiej zamrażarce.

Niekontrolowany import żywności
W celu uzdrowienia sytuacji na rynku owoców i warzyw PiS obiecywał utworzenie jednej inspekcji, która ma odpowiadać za kontrolę żywności na polach, na granicy, w sklepach.  Skończyło się na dwukrotnym powoływaniu Jarosława Pinkasa na stanowisko Pełnomocnika Rządu do spraw organizacji struktur administracji publicznej właściwych w zakresie bezpieczeństwa żywności w randze  sekretarza stanu w KPRM. Za czasów Premier Szydło, łącznie za 11 miesięcy nic nie robienia PINKAS zainkasował ponad 170.000 zł. Dostał nawet nagrodę – 39.800 zł brutto. Dzisiaj znów jest pełnomocnikiem, ale u premiera Morawieckiego, zajmuje się tym samym, podobno nie pobiera wynagrodzenia. Efektów pracy brak.

Natomiast zamiast kontroli na granicach, kontrolerzy nękają rolników. Ci zaczynają wychodzić na ulice i blokować drogi. A konsumenci muszą się przyzwyczajać do ukraińskich malin, borówek, schabowego. Nowy minister znalazł inny sposób na stabilizację cen i opłacalność produkcji w rolnictwie. Ma to zagwarantować Narodowy Holding Spożywczy. Problem w tym, że w skład NHS mają wejść podmioty, które same borykają się z kłopotami finansowymi: Krajowa Spółka Cukrowa, Elewarr, Stowarzyszenie Polskie Rynki Hurtowe oraz spółki należące do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (nie wiadomo ile i jakie z 41 nadzorowanych przez KOWR). Rolnicy, którzy protestowali w lipcu w Warszawie nie wierzą
w moc sprawczą NHS, podobnie jak specjaliści.

Rolnicy największymi ofiarami obniżenia wieku emerytalnego
W wyniku zmiany przepisów w 2017 r. dla większości rolników warunki przechodzenia na emeryturę się pogorszyły. PiS zamiast obniżki zafundował rolnikom  podwyżkę wieku emerytalnego, i to aż o 5 lat. Te niekorzystne zmiany dochodzą do świadomości rolników dopiero teraz. Przed zmianą przepisów rolnicy mogli przechodzić na wcześniejszą emeryturę: kobiety w wieku 55 lat, mężczyźni w wieku 60 lat, przy spełnieniu dwóch warunków: na roli musieli przepracować 30 lat i po przejściu na emeryturę nie mogli już pracować. Te warunki spełniała większość rolników, gdyż zazwyczaj w gospodarstwie rodzinnym pracowali od 18 roku życia i wiek emerytalny nabywali szybko. Tylko w 2017 r. z powodu zmiany przepisów prawo do wcześniejszej emerytury wg. starych przepisów utraciło 4000 rolników, a ZUS z powodu nie wykorzystania pieniędzy na rolnicze emerytury zwrócił do budżetu 500 milionów złotych.

Niższe dopłaty bezpośrednie od 2021 r. 
W 2015 r. podczas kampanii wyborczej PiS obiecał wyrównanie dopłat. „Polski rolnik nie jest gorszy od francuskiego czy niemieckiego, dlatego nie ma zgody, żeby otrzymywał znacznie niższe, w porównaniu z tamtymi rolnikami dopłaty bezpośrednie.” – grzmiał min. Jurgiel w 2015 r. Dzisiaj okazuje się, od 2021 r. dopłaty będą realnie i znacząco niższe. Pieniędzy z Unii na rolnictwo będzie mniej. PiS przez swoją wrogą politykę względem Brukseli nie jest w stanie wywalczyć na rolnictwo tyle co rząd PO-PSL na lata 2014-2020, czyli 42,4 mld euro.

Zła ustawa o ziemi
Ustawa  wstrzymująca sprzedaż państwowej ziemi nic nie dała rolnikom za to zahamowała rozwój budownictwa w miastach, gdzie lawinowo podrożały grunty budowlane. Wbrew założeniom ustawy grunty rolne nadal kupują cudzoziemcy – w 2016 r. kupili 30% więcej niż w 2015 r. W 2017 r. było jeszcze gorzej: cudzoziemcy nabyli o 86% więcej nieruchomości rolnych i leśnych niż w 2016 r. (dane MSWiA). Również „słupy” skupujące polską ziemię okazały się PiS-owską kiełbasą wyborczą. Na 881 tys. ha sprzedanych gruntów w latach 2018-2015, PiS dopatrzył się 4 przypadków naruszenia prawa przy sprzedaży państwowej ziemi (transakcji w tym okresie było ok. 100 tysięcy). Prokuratura po wyborach zajęła się 3 przypadkami. Dochodzenia trwają.

Nowe przepisy ograniczyły obrót gruntami rolnymi w Polsce i uderzyły, przede wszystkim w polskich rolników, naruszając ich podstawowe prawo jako obywateli – prawo własności. Spowodowały praktycznie zamrożenie obrotu gruntami rolnymi w Polsce. Z jednej strony wstrzymano sprzedaż ziemi państwowej (powyżej 2 ha), z drugiej zaś mocno ograniczono obrót ziemią rolną między samymi rolnikami, którzy przegrywają z biurokracją. Już doszło do zahamowania powiększania gospodarstw rodzinnych w Polsce, które na tle UE i tak należą do bardzo małych (średnia to 10 ha) i w większości niekonkurencyjnych. Wbrew zapowiedziom dzierżawa państwowych gruntów nie zastąpiła rolnikom sprzedaży, gdyż sparaliżowana czystkami kadrowymi Agencja Nieruchomości Rolnych (od 1 września 2017 Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa), w 2016 r. wydzierżawiła rolnikom tylko 60 tysięcy hektarów w całej Polsce (w 2017 r. jeszcze mniej), zamiast obiecanych minimum 100 tysięcy hektarów rocznie.

KOWR – symbol PiS-owskiej biurokracji
Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (powstał z połączenia Agencji Nieruchomości Rolnych z Agencją Rynku Rolnego) szybko stał się symbolem biurokracji i rozpasania urzędników z nadania PiS.  Dyrektor Generalny i jego pięciu politycznych zastępców (minister rolnictwa ma obecnie czterech zastępców) od roku nie mogą się zdecydować, którą
z luksusowych siedzib w Warszawie opuścić, więc zajmują obie. Tylko w ten sposób wszyscy mogą zapewnić sobie „godne” gabinety. Tylko te dwie luksusowe siedziby kosztują polskiego podatnika ponad 1 milion 125 tysięcy złotych miesięcznie. Dyrektor Generalny KOWR zarabia 25 tysięcy złotych miesięcznie (300 tys. rocznie!), jego zastępcy, każdy po 240 tys. złotych rocznie,  a średnia pensja w KOWR wynosi 7 400 zł.

Ale dla PiS-owskich dygnitarzy to ciągle mało: w 2017 r. w KOWR wypłacono 6,5 miliona zł. nagród, chociaż KOWR istniał dopiero od 4 miesięcy (działalność rozpoczął 1 września 2017 r.). Na 2018 r. KOWR ma, „bardzo ambitne plany”– zamierza armią 2000 osób wydzierżawić 60 tys. ha. W Polsce mamy 1,4 mln gospodarstw, co oznacza, że państwowa ziemia, raczej nie przyczyni się do zwiększenia ich powierzchni. Dzisiaj na wydanie decyzji administracyjnej w KOWR czeka się kilka miesięcy, a procedura przetargowa przy dzierżawie gruntu trwa nawet rok, bo specjaliści od obrotu gruntami wylądowali na bruku (łącznie kilkaset osób), a ich miejsce zajęli działacze PiS.

Za nonszalancję w polityce kadrowej słono płaci polski podatnik. Jak wynika z odpowiedzi na interpelację poselską dla jednego z pracowników, zwolnionego z naruszeniem prawa, KOWR wypłacił odszkodowanie w wysokości ponad 410 tysięcy złotych (wraz z kosztami procesowymi). W kolejce na odszkodowania od KOWR czeka  następnych 172 powodów.

Ruina polskiej hodowli koni arabskich czystej krwi
W ciągu 2 lat PiS-owi udało się zniszczyć światowej klasy polską markę, jaką do 2015 r. był polski koń arabski czystej krwi. Każdego dnia, dwie państwowe stadniny w Janowie Podlaskim i Michałowie, boleśnie odczuwają skutki „dobrej zmiany”. Na koniec 2015 r. zysk stadniny w Janowie wynosił 3,2 mln zł. Po dwóch latach „dobrej zmiany” stadnina zakończyła rok 2017 stratą w wysokości 1,5 mln zł. Cztery ekipy PiS-owskich zarządów w 22 miesiące roztrwoniło prawie 5 mln zł, nie ponosząc za to żadnej odpowiedzialności. Same wpływy ze sprzedaży koni spadły w SK Janów Podlaski ponad 3-krotnie (z 9,6 mln zł w 2015 r. do 3,0 mln zł w 2017 r.). Za rządów PiS w Janowie od zapaści nie uchroniła się nawet produkcja mleka. Wzrosły za to koszty zatrudnienia (z 3,7 mln zł w 2015 r. do 4,3 mln zł w 2017 r.).
Pogorszenie sytuacji nastąpiło też w SK Michałów. Dzisiaj konie z Michałowa są 2,5-krotnie tańsze niż przed „dobrą zmianą” (w 2015 r. sprzedano 74 konie za 8,3 mln zł, a w 2017 r. sprzedano 73 konie już tylko z 3,6 mln zł). Za to zatrudnienie wzrosło w Michałowie o 10%, a prezes spółki w 2017 r. przebywał w delegacjach 80 dni (w 80 dni dookoła świata?). Nic dziwnego, że wzrosły koszty delegacji – o 67%, oraz promocji i reklamy – o 500%. Ten „rekord” trudno będzie pobić.

Zapaść odnotowała duma narodowa Polski, słynna janowska Aukcja Pride of Poland. W ciągu 2 lat liczba sprzedanych koni na Aukcji spadła 4-krotnie (z 25 koni w 2015 r. do 6 koni w 2017 r. i w 2018), a wpływy z tejże Aukcji spadły w tym czasie 10-krotnie (z 4 mln euro w 2015 r. do 410 tys. euro w 2017 r. i 501 tys. euro w 2018 r.). Ale PiS-owskie: prokuratura i CBA, niegospodarności w stadninach szukają w czasach przed „dobrą zmianą”.

Wnioski:
Niewątpliwie najbardziej palącymi problemami z jakimi obecnie boryka się polskie rolnictwo są: skutki tegorocznej suszy, ubiegłorocznych nawałnic oraz szalejąca epidemia wirusa ASF.  W tej sytuacji wydaje się zasadne utworzenie funduszu celowego pod roboczą nazwą: Fundusz Klęskowy dla Wsi i Rolnictwa.